Liryka
Te wiersze pochodzą z różnych okresów mojego życia i stanowią dla mnie sentymentalną wędrówkę w przeszłość, szczególnie do czasu dorastania.
Zima
Z twarzą na brudnym śniegu
Z twarzą na przybrudzonym śniegu
Z twarzą na prawie czystym śniegu
Leżał człowiek bez twarzy
Bieszczady
Za dwa lata minie rok
Jak on ujął moją dłoń
Staromodnie ją całując
Połoniny przepłowiałe
Gięły się pod cieplym wiatrem
A caryńskie moje usta
Wyszeptały dziwne imię.
Nie zgodziłam się z nim zostać.
Nawet we śnie.
Jasność
Rozświetlił niebo pierwszą gwiazdą
Uczcie się kochać od robaczków
Świętojańskich mówił. Zrozumieliśmy źle
Nasze światło elektryczne - seks.
Miasto
Zaozdobiony nieboskłonem upojeń
powiesił się błękit
Jak blacha na rynny nowe. Czeka swej kolejki
Do saturatora przechodzień.
Ulica cichnie, szpieguje jego kroki.
Ciężkie domy maszerują czwórkami.
Szare, kwadratowe niańki.
Nachylają brudne czoła strychów.
Chyba chcą nas zamknąć
W koglomeracie niedosytów ciała.
Przemiany
W oranżowej poświacie eonów lamp sodowych
Miasto kołysze nas do snu szumem
Ostatnich tramwajów
Chłodna świadomość nocy wrasta w najgłębsze warstwy jaźni.
Spotkałam kobietę w czarnym płaszczu
Która wabiła mnie skrycie jak mężczyznę
Spotkałam mężczyznę w czarnym płaszczu
Przebranego za kobietę
Stojąc w czarnym płaszczu po drugiej
Stronie ulicy, wabiłam mężczyznę.
Bal (prowincjonalny raut)
Góry, których nie było zakrywały
Ciemność, do oczu niezliczonych
Wciąż się lało słońce. Wystrój
Sali to rzędy kufaj wysrebrzonych
Zabitych niewolników uszarganych tańcem.
Skoro tylko pierwsze lody waniliowe
Zostały przełamane opłatkiem i życzenia
Złożyli panowie przy kawce, a damulki
Przy bimbrze, kur zapomniał zapiać.
Ale znów ktoś nie odkrył tej cichej
Meliny, gdzie pogan wytępiono, a lwów
Już zabrakło. Pozostały noże
(Pisał to już Bursa). A miasteczko?
Faktycznie, całkiem nieciekawe.