Daleki Wschód 2007
Poniższy artykuł ukazał się w czasopismie H20 Magazyn w 2007 roku.
Ha Long – „tam gdzie smok schodzi do morza” i inne cuda Azji
Czas: czerwiec 2007
Trasa: Hongkong – Macau – Chiny – Wietnam – Laos – Wietnam – Chiny – Hongkong
Uczestnicy: Luiza Wojciechowska-Konopka i Marcin Konopka
Spragnieni ciągle nowych wrażeń, w 2007 roku daliśmy się porwać Azji. Bycie niezależnym podróżnikiem daje wolność – pozwala zbliżyć się do normalnego życia, posmakować egzotycznych potraw – obfitości ryb i owoców morza, zadziwić się gwarem bazaru i poznać prawa rządzące lokalnym ruchem ulicznym. Wystarczy bilet lotniczy, przewodnik, trochę pieniędzy – i ruszamy w drogę.
Hongkong – lądujemy na górzystej wyspie, której brzegi najeżone są potężnymi wieżowcami, tworząc obraz imponujący, ale groźny i nieprzystępny. Uciekamy do Macau – byłej kolonii portugalskiej, która mimo rozwoju kasyn i hazardu, zachowała swój spokojny, europejski charakter. Starówka – niskie domki, kościoły, parki, rzeźby, fontanny i przepiękne chodniki, których białe i ciemne płytki układają się w organiczne wzory.
Chiny – przejeżdżamy tylko w klimatyzowanych autobusach sypialnych nowymi autostradami – porażeni i przytłoczeni efektami wzrostu gospodarczego. Wieżowce, mosty, kominy, fabryki, drogi – tak wyglądają dziś południowe prowincje i delta Perłowej Rzeki.
Przez góry wjeżdżamy do Wietnamu, bałagan znacznie większy, autobusy lekko zdezelowane i wszędzie pełno motorów... Język trudny – tonalny, to samo słowo wymówione na innej wysokości znaczy zupełnie coś innego, angielski mało znany, trzeba korzystać z „machania rękami” i dużo się uśmiechać. Zatrzymujemy się w Hanoi, stolicy Wietnamu, urokliwym mieście, pełnym jezior, z których najsłynniejsze, Hoan Kiem znajduje się w centrum starówki. Wieczorem gromadzą się tu wędkarze i kobiety ćwiczące tai-chi. Niedaleko jest teatr kukiełek wodnych, gdzie można zobaczyć smoki zionące ogniem i posłuchać tradycyjnej muzyki. Ale największą atrakcją jest mauzoleum Ho Chi Minha, co prawda komunistyczny wietnamski wódz chciał zostać skremowany, lecz wierni rodacy zabalsamowali go i co roku konserwują go razem z Leninem w Moskwie.
Zatoka Ha Long, co znaczy „tam gdzie smok schodzi do morza”, to cud natury. Krasowe formacje zalane częściowo przez wodę utworzyły tysiące wysepek na granatowej zatoce. Wśród skał, na łodziach i w pływających domkach żyją miejscowi rybacy. Legenda głosi, że wyspy powstały z pereł, które Matka Smoków i jej dzieci wypluły, gdy zastępy wrogów zbliżały się do wybrzeża. Warto zrezygnować tu z wycieczek zorganizowanych i zwykłym pasażerskim promem popłynąć na jedną z dalszych wysp. My wybraliśmy Quan Lan, gdzie spędziliśmy wspaniałe 5 dni chodząc po plażach, skałach i stołując się u gościnnych gospodarzy.
Kolejnym etapem wędrówki był Laos, jedno z najbiedniejszych państw na świecie. Kuchnia dość ostra, podobna do Tajskiej, słynne piwo Beer Lao (dobre!), Vientiane – stolica wyglądająca jak wioska, łuk triumfalny Patuaxi odlany z betonu ofiarowanego przez USA na budowę lotniska i Złota Stupa tutejszy symbol narodowy. O transporcie publicznym napiszę tylko tyle – autobus wiózł motory w przejściu między siedzeniami, a w pordzewiałym kadłubie były dziury na wylot. Za to przyroda dzika i mało przetworzona.
Vang Vieng – centrum tubingu. Spływ na wielkich dętkach po spokojnej rzece, hmm... Myślałam, ze będzie więcej adrenaliny. Jednak później wypożyczamy motor i jedziemy zwiedzać okolicę, no nieźle! Szczególnie ekscytująca była wizyta w jednej z licznych jaskiń– brodzenie po kostki w wodzie, skakanie po głazach.
Sercem Laosu, a właściwie jego główną arterią jest Mekong. Na południu rozlewa się szeroko tworząc Si Phan Don krainę „czterech tysięcy wysp” oraz liczne wodospady, bardzo obfite w wodę, ale niezbyt wysokie, masywne i groźnie mruczące. Francuzi zbudowali tu kolej, jedyną linię w Laosie, by ominąć katarakty, jako że w pozostałym biegu rzeka jest żeglowna i stanowiła ważny szlak transportowy. Dziś zostały tylko stare parowozy, a po rzece pływają głównie łodzie rybackie i przewożące turystów. Tubylcy budują przy wodospadach sprytne pułapki na ryby, rodzaj wyplatanych sit, które przepuszczają wodę i zatrzymują ryby. Z upodobaniem też kąpią się i myją zęby w mętnych, mulistych falach.
Z powrotem w Wietnamie. Trafiliśmy do Hue – ośrodka kulturalnego i akademickiego, dawnej stolicy, nad czystą, przejrzystą Rzeką Perfumową. Niedaleko od morza. Wypożyczaliśmy motor i uzbrojeni w kaski jechaliśmy na podbój okolicy. Obejrzeliśmy pagodę Thien Mu, grobowce królewskie dynastii Nguyen, kryty most Thanh Toan sprzed trzystu lat. Pływaliśmy w morzu, ciepłym i słonym, czego można chcieć więcej?
Przed odlotem udało się nam jeszcze zaprzyjaźnić z miastem Hongkong. Mimo swej początkowej nieprzystępności, okazało się przyjazne dla przybyszów – sporo parków, kawiarni i klimatyzowane centra handlowe. Piękna panorama rozciąga się ze szczytu Wiktorii, na który można wjechać kolejką Peak Tram, a wieczorem, o 20.00 warto przyjść na „Avenue of Stars” zobaczyć największy pokaz typu światło i dźwięk „Symphony of lights”.
Tekst: Luiza Wojciechowska-Konopka
Zdjęcia: Luiza Wojciechowska-Konopka, Marcin Konopka
Informacje dodatkowe:
Koszty na osobę:
ok. 2300 PLN samolot Finnair przez Helsinki do Hongkongu (powrotny)
ok. 2000 PLN wydatki na miejscu przez miesiąc (wyżywienie, hotele, transport, pamiątki)
ok. 300 PLN wydatki w Polsce – wizy, przewodniki, mapy itp.
Powrót do spisu wielkich wypraw































































